Jak się pisze artykuły o programowaniu

Data publikacji: 2016-04-01 | Tagi:

Miałem odpuścić... Ale nie odpuszczę.

Amiga żyje i ma się dobrze. Pojawiają się nowe gry, pojawiają się nowe programy, pojawiają się w końcu kursy programowania.

To chyba dobrze? O ile w dwóch pierwszych przypadkach odpowiedź brzmi "jak najbardziej tak", to co do trzeciego mam wątpliwości i o tym będzie ten wpis.

Zaznaczam, że nie mam pretensji do szkółek jako takich. Mam pretensje do jednej z nich, a konkretnie do drugiego odcinka (pierwszy też nie jest bez skazy, ale drugi to prawdziwa perła).

Żebyśmy wiedzieli o czym mówimy, oto niezbędne materiały prasowe:

Amosa znałem kiedyś dobrze. Przepisywałem programy z magazynów amigowych, tworzyłem własne proste gry i użytki. Ot, przeciętny klepacz kodu ;). Dziś już pamięć zawodzi, do Amosa zaglądam sporadycznie, ale pamiętam kiedyś czytaną "u kolegi" instrukcję (dziś dostępną w pdf, jak wyżej). Pamiętam, bo opisywała dokładnie o co chodzi w tej magicznej wariacji BASIC'a.

Z ciekawością zatem zasiadłem do szkółki Czesława Mnicha i oczom moim ukazał się tekst. Ten tekst. Napisany trochę dziwnie, coś mi nie pasuje w tym języku. No i przykłady jakieś mocno znajome. Chwilunia. Momencik. Szybki look do pdfa. No i się zaczęło.

Proponuję przewinąć pdfa do strony 58 i zacząć czytać od akapitu Strings tłumacząc głośno na polski:

Stringiem nazywamy zbiór znaków, który zaczyna i kończy się znakiem cudzysłowu. Taki zapis umożliwia łatwe odseparowanie stringa od reszty programu. Każdy string ma własną unikalną nazwę, która używana jest w innych miejscach programu. Dla odróżnienia od innych typów zmiennych nazwy stringów zaczynają się od znaku dolara.

Przy czym fragment wspomnianej szkółki brzmi tak:

"String" to liczba znaków połączonych w jeden łańcuch. Na obu końcach łańcucha umieszcza się cudzysłów aby trzymać wszystko razem i przechowywać oddzielnie od pozostałej części programu. Każdy łańcuch oznaczony jest również własną nazwą, którą można w każdej chwili wywołać i użyć w dowolnym miejscu programu. Znak dolara "$" przytwierdzony jest do każdej nazwy stringa aby zaznaczyć, że ta nazwa odnosi się do łańcucha.

Powiecie, że podobnie ale nie tak samo? No to proponuję podejść inaczej. Fragment, który przetłumaczyłem w głowie, przepuścimy teraz przez znany i lubiany google translator:

A "string" to liczba znaków nawleczone razem. Zestaw cudzysłów jest umieszczone na obu końcach łańcucha trzymać razem i zachować go oddzielić od reszty programu. Każdy łańcuch jest również zidentyfikować własnym imieniu, tak, że może być wywołana przez to opisu i stosowane w innych miejscach w programie. W "Dolar" znak $ jest przymocowany do końca każdej nazwy strun, aby zaznaczyć, że nazwa ta odnosi się do łańcucha.

Wystarczy poprawić lekko po translatorze i mamy gotowy akapit szkółki.

Mało? Oto kolejny fragment prosto ze szkółki:

Istnieją pewne elementy programu komputerowego, które służą do przechowywania wyników obliczeń. Nazwy tych składowanych lokalizacji znane są jako "zmienne".

A tu google translator z podręcznika:

Istnieją pewne elementy programu komputerowego, które odłożono do przechowywania wyników obliczeń. Nazwy tych miejsc magazynowania są znane jako "zmienne".

Nie zadałem sobie trudu sprawdzenia całego tekstu - wybrałem pięć losowych akapitów, każdy miał od 80% do 95% pokrycia w tłumaczonej automatycznie instrukcji.

Chociaż w przykładach kodu jest plus - w jednym przypadku autor poprawił ewidentny błąd z instrukcji, to chyba można policzyć jako upgrade ;).

No i pytanie brzmi - po co to wszystko?

Bo to co według mnie autor zrobił, to:

  • fragment pdfa instrukcji przepuścił grzez google translator i dokonał kosmetycznych poprawek
  • nie zadał sobie trudu poprawienia języka, w związku z czym mamy angielski tekst w języku polskim - składnowo kuleje
  • może nawet założył, że skoro to niszowa platforma i język, to nikt się czepiać nie będzie - otóż będzie

Na pewno musi być ciężko w tym naszym amigowym światku, skoro już nawet szkółki powstają po łebkach i w translatorze. Przyznam, że oprócz złości przepełnia mnie smutek. Bo przecież można opisać Amosa ciekawie i w rodzimym języku bez uciekania się do nieumiejętnego kalkowania i przepisywania instrukcji. Mam rację? Mam? Mam nadzieję, że mam...

Tym czasem czekam na kolejny odcinek szkółki Pana Czesława Mnicha. Może tym razem będzie miała podtytuł: "Całość przetłumaczona Google Translatorem na podstawie oryginalnej instrukcji". A może i nie.

PS. Jako że w internecie nic nie ginie, to na wszelki wypadek zachowuję screenshot ze wspomnianego artykułu.

PPS. Nie, ten artykuł nie jest żartem prima aprilisowym.

PPPS. Żeby nie było niejasności - nie czepiam się o brak informacji o źródle (niby jest w pierwszym odcinku kursu, chociaż i tak powinna być przy każdej części szkółki). Czepiam się przede wszystkim o niechlujne tłumaczenie praktycznie bez własnej inicjatywy, z użyciem mocno koślawej polszczyzny.


Oceń ten post:
Podziel się:

comments powered by Disqus

IT w obrazkach: